Artykuł przeczytano: 73 razy.
Odpowiedzi na najczęściej pojawiające się zarzuty (ONPZ)
„ Z jednej strony piszesz ze dogoterapia to magia i psi smalec i pisze, ze nie jesteś dogoterapeutka a z drugiej organizujesz kurs. Czy to nie jest brak konsekwencji?"
Moje zdanie na temat tego jak powinna wyglądać praca przy udziale zwierząt ewoluowało to fakt, nie sadze jednak abym cierpiała na rozdwojenie jaźni i wyrażała sprzeczne ze sobą poglądy wobec tego pozostaje mi wierzyć, że niezrozumienie moich sadów wynika z braku talentu jasnego wyrażania swoich myśli.
W dniu 29 napisałam na blogu, że nie jestem już dogoterapeutką. Po kilku mailach, które otrzymałam po tym wpisie dnia 7 czerwca napisałam sprostowanie następującej treści: „W zwiazku z kilkoma mailami dot. mojego ostatniego wpisu chciałam wyjaśnić, że nie jestem dogoterapeutką w świetle nowego zawodu." - tj w świetle definicji, którą otrzymałam od ministerstwa pracy i opieki społeczne w którym napisano, że : Praktykujący niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii" W grupie tej, według założenia przyjętego przez Międzynarodową Organizację Pracy, mieszczą się osoby, które mogą mieć za sobą względnie krótkie ( w porównaniu np. z lekarzami) okresy kształcenia i szkolenia formalnego lub nieformalnego (praktyki, kursy), także wywodzącego się z tzw. Medycyny tradycyjnej. Osoby te zajmują się profilaktyką i leczeniem, a w warunkach polskich - wspomaganiem leczenia (gdyż do leczenia uprawnia ukończenie odpowiednich szkół) chorób i dolegliwości fizycznych i psychicznych, zaburzeń i urazów oraz opieką nad pacjentami. Wykorzystują terapie ziołowe i inne terapie oparte na teoriach, doświadczeniach i wierzeniach właściwych dla poszczególnych kultur. Stosują m.in. takie techniki, jak fizyczne oddziaływanie na ciało, ćwiczenia fizyczne, wykorzystywanie preparatów zawierających ekstrakty z ziół i innych roślin lub zwierząt."
Wyraźnie napisałam też, że: „Nadal jestem pedagogiem, który korzysta ze pomocy swojego partnera psa a także kota, świnek morskich i innych zwierząt'
Jednocześnie kilka dni później na moje zapytanie do ministerstwa dotyczące kwalifikacji jakie powinna posiadać osoba prowadząca zajęcia w placówkach oświatowych otrzymałam odpowiedz tresci: „Osoby klasyfikowane w grupie „Praktykujący niekonwencjonalne lub komplementarne metody terapii", które zajmują się leczeniem lub wspomaganiem leczenia powinny mieć stosowne uprawnienia, wynikające z odpowiednich przepisów dopuszczających do wykonywania pracy terapeutycznej, np. posiadać dyplom lekarza lub fizjoterapeuty oraz dodatkowo ukończone studia podyplomowe lub kursy w zakresie stosowania wyspecjalizowanych metod pracy terapeutycznej. Na straży klientów, którzy korzystają z niekonwencjonalnych metod terapii powinni stać pracodawcy zatrudniający terapeutów, przepisy dotyczące zawodów regulowanych/ przepisy o wykonywaniu działalności gospodarczej oraz towarzystwa ubezpieczeniowe [...]"
Z tego powodu właśnie stworzyłam kurs dla osób posiadających ww uprawnienia do prowadzenia pracy terapeutycznej dodatkowo przygotowujący do pracy z psami.
Wszystkich czytających proszę o dokładne czytanie moich wypowiedzi przed wyciągnięciem wniosków.
„Z jednej story pieszesz ze dogoterapia nie ma badań z drugiej piszesz o niej i promujesz. O co ci chodzi?"
Musimy oddzielić kilka kwestii. Większość badań, na które powołują się stowarzyszenia i fundacje mówi o :
- pozytywnym wpływie zwierząt na ich WŁAŚCICIELI
- pozytywnym wpływie zwierząt na pacjentów domów opieki
Nie znam randomizowanych badań, które sprawdzają skuteczność dogoterapii w formie jaką stosuje się w Polsce - u osób z MPD, autyzmem, upośledzeniem umysłowym oraz „kynoterapii w integracji odruchów" przy użyciu dodatkowych pomocy, z określonym zestawem ćwiczeń. Aby badanie miało wartość naukową należałoby przeprowadzić w sposób poprawny metodologicznie na odpowiednio dużej grupie. Na dzień dzisiejszy takich badań nie znalazłam jednak mogę się myśli - będę więc bardzo wdzięczna za podesłanie informacji o takowych jeśli istnieją.
Sama nazwa dogo czy kynoterapii jest wysoce nietrafiona i sama w sobie wywołuje konflikty i sprzeczne zdania.
Zacznijmy od definicji słownikowych słów METODA i TERAPIA . Za źródło posłuży mi Słownik języka polskiego PWN
TERAPIA
1. «określony sposób leczenia za pomocą leków lub zabiegów»
2. lub psychoterapia - leczenie zaburzeń psychicznych i emocjonalnych bez użycia leków, polegające na oddziaływaniu na psychikę pacjenta»
METODA
«świadomie stosowany sposób postępowania mający prowadzić do osiągnięcia zamierzonego celu»
Wg mnie wszystko to co opisujemy mając na myśli działania w aspekcie dogo sprowadzą się do definicji jednak METODY nie terapii. Dlatego od jakiegoś czasu upieram się aby mówić o metodzie wspomagającej z udziałem psa niż o terapii.
„Dlaczego uważasz, że powołanie zawodu zniszczyło wolontariat w dogoterapii?"
W chwili gdy nie było powołanego zawodu dogoterapeuty każdy mógł prowadzić zajęcia z udziałem psa. W jaki sposób się to odbywało - regulowały organizacje lub osoby prowadzące zajęcia czy tez dyrektorzy placówek. Czy było to dobre czy złe można dyskutować. Jedni robili to dobrze drudzy nie...
W chwili gdy mamy oficjalnie wprowadzony zawód i chcemy trzymać się litery prawa, każdy kto będzie go wykonywał (niezalezie czy wolontaryjnie czy za opłatą) powinien go posiadać.
Jesli lekarz chce pracować jako lekarz to niezależnie do tego czy robi to za pieniądze w szpitalu czy jako wolontariusz gdziekolwiek indziej musi mieć dyplom lekarza. Tak samo wygląda sprawa innych zawodów - pilota, pedagoga, psychologa. Wiec skoro teraz ktoś chce pracować jako dogo czy kynoterapeuta powinien mieć taki zawód niezależnie od tego czy robi to wolontaryjnie czy odpłatnie Dotychczas tego problemu nie było - bo nie było zawodu. Teraz generalnie gdyby chcieć dzialac zupełnie zgodnie z prawem każdy wolontariusz musiałby najpierw zdobyć zawód a potem wykonywać prace jako dogoterapeuta. Do zdobycia uprawnień zawodowych nie wystarczy juz weekendowy kurs w organizacji - jak powinien wyglądać kurs zawodowy dokładnie opisuje ustawa o systemie oświaty. Dlatego uważam właśnie ze wprowadzenie zawodu miało na celu zniszczenie wolontariatu i zapewnienie zatrudnienia osobom mającym papier zawodowy. Niestety niektórzy wykazali sie zupełną bezmyślnością bo okazuje sie ze na dzień dzisiejszy nie ma jeszcze nikogo kto miałby uprawnienia zawodowe jako dogo czy kynoterapeuta (przypominam ze dotychczasowy kurs bydgoski był jedynie kursem doskonalącym a nie zawodowym)
Oczywiście organizacje będą mogły poradzić sobie z tym problemem powołując własne placówki kształcenia ustawicznego i tworząc własne programy nauczania i wydawać zaświadczenia o zdobyciu uprawnień zawodowych jednak będzie to kolejna rzecz, która jeszcze bardziej zróżnicuje organizacje, obciąży je finansowo i da ogromne pole do nadużyć, gdyż obecne przepisy nie określają niczego poza minimalną ilością godzin oraz wymogami ogólnymi w kwestii organizacji kursów zawodowych nie objętych programami MEN.
Zakaz kopiowania, rozpowszechniania części lub całości bez zgody redakcji wortalu Psiarnia Marty - moje miejsce w sieci.
Komentarzy do artykułu: 0. |